
„Dzieci z ubogim środowiskiem językowym mają różne części mózgu połączone drogami gminnymi – da się nimi dojechać, ale powoli”. Rozmowa z prof. Katarzyną Jednoróg, kierowniczką Pracowni Neurobiologii Procesów Językowych w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Nenckiego i dr Katarzyną Chyl-Tanaś z Instytutu Badań Edukacyjnych.
Gdyby miały Panie jednym zdaniem wyjaśnić rodzicowi, co robi 5-10 minut czytania dziennie z mózgiem dziecka, to co by Panie powiedziały?
Prof. Katarzyna Jednoróg: Wspólne czytanie wzmacnia w mózgu dziecka kluczowe sieci potrzebne do nauki w szkole, a jednocześnie pokazuje mu, że książki kryją fascynujące historie, dzięki czemu motywuje je do nauki czytania.
Dr Katarzyna Chyl-Tanaś: Codzienne czytanie to dla mózgu dziecka intensywny „trening siłowy”, który fizycznie przebudowuje jego strukturę – zamieniając wąskie ścieżki przesyłu informacji w szerokopasmowe autostrady, gotowe na przyszłą naukę i rozumienie świata.
Jakie obszary mózgu najbardziej aktywują się, kiedy rodzic codziennie przez chwilę czyta dziecku?
KJ: Te same, które dziecko będzie później wykorzystywać podczas samodzielnego czytania. Należą do nich obszary w płatach skroniowych i czołowych odpowiedzialne za przetwarzanie języka, a także kora wzrokowa, która uaktywnia się, gdy oglądamy obiekty lub wyobrażamy sobie opisywane wydarzenia. Wzmożoną aktywność obserwuje się też w obszarach ciemieniowych, które odpowiadają za kierowanie uwagą. Co ważne, te części mózgu pracują intensywniej podczas wspólnego czytania niż podczas słuchania lub oglądania historii na ekranie, ponieważ bajka daje gotowy obraz i rozleniwia wyobraźnię, a samo audio bywa dla dziecka zbyt trudne do przetworzenia bez wsparcia wizualnego.
Badania na przedszkolakach pokazały również, że poziom aktywności tych sieci mózgowych przewiduje późniejszy sukces w nauce czytania. Z kolei eksperymenty z wykorzystaniem śledzenia ruchu oka wykazały, że dzieci, którym czyta rodzic, częściej koncentrują wzrok na literach niż na obrazkach. Wiadomo też, że jeszcze zanim dziecko pozna związek między literą a dźwiękiem, jest już wrażliwe na wizualne wzorce liter. Znajomość ich kształtów i oswojenie z nimi są kluczowe dla opanowania alfabetu łacińskiego, w którym występują litery lustrzane [odbite w osi, np. „d” i „b” – przyp. red.].
Czy tak krótki, ale regularny czas czytania naprawdę może zmienić sposób, w jaki mózg kilkulatka przetwarza język i dźwięki mowy?
KCHT: Tak. Kluczem jest tu nie długość jednorazowej sesji, ale regularność, która napędza neuroplastyczność. Mózg działa na zasadzie „używaj albo trać”. Codzienne 10 minut to dla niego sygnał: „ten szlak jest ważny, wzmocnij go”. Dzieci, którym czyta się regularnie, wykazują silniejszą aktywację w regionach odpowiedzialnych za przetwarzanie semantyczne (znaczeniowe). Ich mózgi nie muszą „walczyć”, by zrozumieć słowa – proces ten staje się bardziej automatyczny i płynny, co uwalnia zasoby poznawcze na zrozumienie głębszego sensu historii.
KJ: Kluczowa jest tu też jakość interakcji: rozmowy między rodzicem a dzieckiem podczas czytania, zwłaszcza te zawierające pytania otwarte („kto?”, „gdzie?”, „dlaczego?”) oraz odwołania do doświadczeń dziecka, wzmacniają połączenia w mózgu odpowiedzialne za język. Takie krótkie, konwersacyjne momenty pomagają też niwelować różnice społeczne i wzbogacają umiejętności językowe dziecka.
Co dzieje się z połączeniami między neuronami podczas codziennego czytania? Czy da się to jakoś plastycznie zobrazować?
KCHT: Badania pokazują, że codzienne czytanie z rodzicem kształtuje połączenia między neuronami – takim „okablowaniem” w mózgu dziecka – czyli tzw. istotę białą, która odpowiada za przesyłanie informacji między różnymi jego obszarami. Można to sobie wyobrazić tak: dzieci z ubogim środowiskiem językowym mają różne części mózgu połączone „drogami gminnymi” – da się nimi dojechać, ale powoli. U dzieci, którym rodzice regularnie czytają, te drogi zamieniają się w „autostrady”, dzięki czemu informacje płyną szybciej i sprawniej.
KJ: To dzieje się m.in. dlatego, że podczas czytania dziecko słyszy bardziej złożone słownictwo i składnię, co stymuluje rozwój kluczowych połączeń. Już u niemowląt, które często były eksponowane na czytanie, obserwuje się lepszą organizację pęczka łukowatego i pęczka podłużnego górnego – struktur kluczowych dla mowy i czytania. Długofalowo, dzieci, którym częściej czytano w wieku przedszkolnym, mają lepiej rozwiniętą organizację istoty białej, co przekłada się na późniejsze umiejętności czytelnicze w szkole.
Jak codzienne krótkie czytanie wpływa na rozwój obszarów mózgu odpowiedzialnych za uwagę, koncentrację i pamięć roboczą?
KJ: Wzmacnia połączenia w sieciach mózgowych dziecka odpowiedzialnych za funkcje wykonawcze, takie jak pamięć robocza, kontrola uwagi czy hamowanie reakcji. Co ciekawe, zjawisko to jest silniejsze, gdy dziecko słucha rodzica niż obcej osoby, a te zmiany korelują dodatnio z liczbą książek w domu i ujemnie z liczbą godzin czytania. Wzmacnianie tych połączeń jest też związane z umiejętnościami poznawczymi dziecka, w tym świadomością fonologiczną – kluczową dla nauki czytania.
KCHT: Wspólne czytanie to trening dla funkcji wykonawczych. W przeciwieństwie do pasywnego oglądania ekranu, książka wymaga od dziecka utrzymania uwagi na statycznym obrazie i powiązania go ze słowem. Angażuje to pamięć roboczą – dziecko musi „trzymać w głowie” to, co wydarzyło się na poprzedniej stronie, by zrozumieć stronę obecną. Badania pokazują, że dzieci z wyższą ekspozycją na czytanie mają lepiej rozwinięte połączenia w płatach czołowych, które odpowiadają właśnie za kontrolę uwagi i hamowanie impulsów. To fundament późniejszej umiejętności skupienia się w szkole.
W jaki sposób wspólne czytanie wzmacnia w mózgu dziecka mechanizmy związane z emocjami i budowaniem więzi z rodzicem?
KJ: Podczas takiej interakcji pojawia się synchronizacja neuronalna między mózgiem dziecka i rodzica w obszarach odpowiedzialnych za przetwarzanie języka i emocji. Intonacja głosu, kontakt wzrokowy i wspólne reakcje emocjonalne dodatkowo wzmacniają rozumienie słów oraz motywują dziecko do nauki czytania, a jednocześnie pogłębiają poczucie bliskości z rodzicem.
KCHT: Pokazano to też na poziomie neurochemicznym. Czytanie dziecku książek (w przeciwieństwie do zwykłej zabawy czy rozwiązywania zagadek) powoduje u niego gwałtowny wzrost poziomu oksytocyny (hormonu przywiązania i miłości), przy jednoczesnym spadku kortyzolu (hormonu stresu). Fale mózgowe rodzica i dziecka dosłownie „dostrajają się” do siebie w obszarach odpowiedzialnych za emocje i empatię. Czytanie tworzy bezpieczną przestrzeń, w której mózg dziecka uczy się rozpoznawać i przetwarzać emocje, „pożyczając” spokój i regulację od dorosłego.
Czy w badaniach neuroobrazowych widać różnice w mózgach dzieci, którym czyta się codziennie przez kilka minut, w porównaniu z tymi, którym się nie czyta?
KJ: Tak. Wspólne czytanie wiąże się z silniejszą aktywacją obszarów językowych podczas przetwarzania mowy, lepiej zorganizowaną istotą białą w rejonach związanych z językiem oraz większą synchronizacją mózgu podczas wspólnej interakcji. Choć badań podłużnych jest wciąż niewiele, te dostępne pokazują, że wspólne czytanie w dzieciństwie koreluje z późniejszą strukturą mózgu i osiągnięciami szkolnymi dziecka.
KCHT: Widzimy fizyczną różnicę w architekturze mózgu. To nie jest tylko kwestia tego, że te dzieci znają więcej słów – ich mózgi są biologicznie lepiej przygotowane do przetwarzania informacji. To dowód na to, że te 5-10 minut dziennie to nie tylko miły rytuał, ale inwestycja w biologiczną infrastrukturę mózgu dziecka.
***
Uwaga! Zespół Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN poszukuje do badań dzieci w wieku 5 i 6 lat, które jeszcze nie czytają. Celem jest zrozumienie, jak dzieci uczą się czytać. Więcej informacji i zapisy: https://orto.nencki.edu.pl/