
Kilka minut aktywnego czytania dziennie da dziecku dużo więcej niż lektura długa, lecz „odklepana”. Jeśli do tego stworzycie mały, powtarzalny rytuał, maluch skojarzy książki z miłością, bliskością i ukojeniem.
W niejednej rodzicielskiej głowie siedzi taki obrazek: mama lub tata na kanapie, dziecko zasłuchane, godzina z ambitną książką, atmosfera jak z reklamy. Wydaje się, że tylko w takiej wersji czytanie ma sens. Tymczasem niczym niezakłócone 60 minut w środku tygodnia jest w wielu rodzinach równie prawdopodobne, co niespodziewany urlop na Bali. Co robić, by czytać, gdy czasu i sił macie jak na lekarstwo?
Mit „idealnego rodzica” kontra bezcenne pięć minut
To nie długość czytania i wybór najdoskonalszego tytułu, lecz regularność i zaangażowanie opiekuna są najskuteczniejsze. Badania nad czytaniem na głos pokazują, że już krótkie, ale powtarzalne spotkania przedszkolaka z książką poszerzają jego słownictwo i wspierają koncentrację oraz zachowanie. Maluchom z rodzin objętych programem czytania i zabawy z książeczkami łatwiej było słuchać poleceń, skupić się i dokończyć zadania, były też mniej pobudliwe i rzadziej wyrażały agresję czy złość. Kiedy czytasz szkrabowi książkę przez parę minut dziennie, rocznie słyszy tysiące dodatkowych słów, uczy się rozumieć i interpretować przekazy, a to przekłada się na ułatwiony start w szkole. Wspólne czytanie obniża też poziom napięcia. Krótkie sesje lektury eksperci wiążą z redukcją stresu i poprawą dobrostanu dziecka, a to bywa bezcenne po całym głośnym dniu w przedszkolu. Podsumowując: nawet kilkuminutowe czytanie może znacząco wpłynąć na rozwój językowy i emocjonalny kilkulatka, jeśli tylko jest stałym elementem dnia.
Moc mikrorytuałów
Mikrorytuały czy też mikronawyki (ang. microhabits) są dziś bardzo modne, lecz nieprzereklamowane. W czasach przebodźcowania to takie małe bunkry spokoju – zamykacie się w bezpiecznej przestrzeni i świat nie może nic wam zrobić. Zdaniem BJ Fogga, światowej sławy naukowca z Uniwersytetu Stanforda i autora książki „Mikronawyki. Niewielkie zmiany, które wiele zmieniają” (tłum. Dorota Pomadowska), małe rzeczy nie tylko prowadzą do realnych zmian, ale też poprzez swoją powtarzalność regulują nasz układ nerwowy. Naprawiają też relację z czasem – bo wystarczy 90 sekund, by coś zmienić – i dają poczucie kontroli w tak trudno kontrolowalnym świecie.
Czytanie z dzieckiem to obszar, który o mikrorytuały aż się prosi. Żeby z pięciu minut z książką wycisnąć maksimum, warto zadbać o kilka rzeczy: stałą porę (np. zawsze po myciu zębów), tytuły czekające w ustalonym kąciku czytelniczym (np. na poduszce pod ciepłym kaloryferem) i brak rozpraszaczy (telefon najlepiej zostawić w innym pokoju). Efektu „wow” doda wszystko, co będzie tylko Wasze. To może być: zapalenie „magicznej lampki” (tylko dziecko włącza wybraną lampkę do czytania), przycisk „start czytania” (malec dotyka wyimaginowanego guzika na okładce książki i wtedy ją otwieracie), wybór zakładki (dziecko wybiera zakładkę lub naklejkę i wsuwa ją w miejsce, gdzie dziś skończycie), minigłosowanie („Czytamy śmiesznie, poważnie czy głosem koali?”), „słowo wieczoru” (po lekturze wybieracie ulubione słowo z dzisiejszej partii książki i powtarzacie je trzy razy jak zaklęcie przed snem), pluszowa widownia (przed startem czytania dziecko sadza obok siebie ulubione maskotki) albo jedno zdanie wstępu (dziecko lub rodzic przypomina, na czym skończyliście, np. „Wczoraj smok zgubił skarpetkę, zobaczymy, co będzie dalej”). Możecie wymyślić coś własnego lub mieć różne nawyki na różne dni tygodnia (np. w każdą sobotę czytacie w bazie z koców). Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia, a tę dzieci mają przecież… nieograniczoną.
Czytać fajnie, czyli jak?
Czytanie „po waszemu” sprawi, że już krótka chwila z książką stanie się codzienną przygodą. Jeśli do tego rodzic lub opiekun będzie czytał aktywnie, malec się w książkach po prostu zakocha. A co to znaczy czytać aktywnie? Po prostu fajnie i ze skupieniem na dziecku. Aktywne czytanie polega na uważności na malca i zabawie tekstem: wspólnym komentowaniu, zadawaniu pytań, podkładaniu głosu bohaterom, śmiesznych gestach i spontanicznej rozmowie o fabule, postaciach i emocjach. Aktywne czytanie rodzica prowadzi do aktywnego słuchania kilkulatka, czyli jego koncentracji i zaangażowania się w historię. Rodzic może pytać o różne elementy na obrazku, interpretację ilustracji („Co może teraz czuć miś?”), poprosić o wymyślenie ciągu dalszego lub wydanie głosu przez bohatera, ilekroć ten pojawi się w fabule. Na koniec lektury warto zapytać, co dziecko zapamiętało z dzisiejszego fragmentu. „Czy wilk miał śmieszne kapcie, które mu ciągle spadały”? „Król nosił koronę na lewą stronę”? „Królik wyhodował zieloną marchewkę”? Nie ma złych odpowiedzi.