Kiedy książka pomaga powiedzieć „nie”. O tym, jak literatura może wspierać dzieci w stawianiu granic

Dzieci odnajdują w książkach przygódy i emocje, ale też podpowiedzi, jak reagować na trudne dla nich sytuacje. Literatura dziecięca może być świetną nauczycielką mówienia „nie” – jednej z najbardziej potrzebnych, a zarazem najtrudniejszych umiejętności emocjonalnych.

Kiedyś uważano, że dzieci nie powinny się sprzeciwiać, a każde „nie” malca to dowód jego „niegrzeczności”. Na szczęście to już przeszłość. Współczesna psychologia rozwojowa kładzie duży nacisk na to, by już kilkulatki w różnych sytuacjach umiały zachować się asertywnie. Asertywność jest umiejętnością jasnego wyrażania swoich potrzeb i emocji oraz stawiania granic w sposób spokojny i uczciwy, bez agresji i naruszania praw innych osób. Jest ściśle powiązana z pewnością siebie i poczuciem własnej wartości, pozwala mówić, czego się chce i słuchać, czego chcą inni, pomaga radzić sobie z konfliktami oraz bronić swoich postaw i interesów.

U dzieci w różnym wieku asertywność przejawia się różnie. Trzylatek, który potrafi już stawiać pierwsze granice, nie zrzuci talerza ze stołu, lecz odsunie go, mówiąc: „Nie chcę już jeść”. Na placu zabaw nie zepchnie kolegi ze zjeżdżalni, tylko powie: „Teraz moja kolej”. Czterolatek nazwie swoje emocje i potrzeby, będzie też ćwiczył stawianie granic na dorosłych: „Chcę tu jeszcze zostać” albo „Nie chcę się teraz przytulać”. Pięciolatek potrafi być niezłym dyskutantem – nie tylko wyraża sprzeciw, ale też wie, dlaczego to robi i rozumie, że słowa mają moc niesienia zmiany: „Nie chcę, żeby ciocia całowała mnie w policzek, bo nie lubię mieć jej śliny na buzi”. U sześciolatków asertywność manifestuje się w świadomości granic i notorycznym negcjowaniu z rodzicami: „Nie pożyczę Jasiowi tej zabawki, bo jest za mały i mi popsuje, ale mogę mu pożyczyć inną”. Asertywność to nie bunt, lecz forma dbania o siebie – o swoje emocje, ciało i poczucie bezpieczeństwa.

Smok z bajki mówi „nie”

Dobrze napisana książka dla dzieci potrafi wprowadzić je w złożone emocje bez moralizowania. Gdy bohater książeczki staje przed wyborem – ulec presji grupy i zgodzić się na coś, czego wcale nie chce albo odważnie powiedzieć „nie” – kilkulatek uczy się, że odmowa nie tylko jest możliwa, ale też zgodna z tym, co samemu się czuje. To bardzo ważne, bo dzieci – i wielu dorosłych – mają tendencję do łatwego poddawania się presji większości.

Kolejnym ważnym elementem nauki asertywności jest mówienie o emocjach: złości, zmęczeniu, zniechęceniu, wstydzie. Malec dowiaduje się w ten sposób, że wszystkie emocje są ważne i potrzebne. Jeśli książkowy smok w bajce uprzejmie i skutecznie odmawia założenia drapiącego swetra z owczej wełny, to kilkulatek dostaje gotowy scenariusz zachowania się w podobnej sytuacji.

Równie cenne są książki, które pokazują dorosłych respektujących granice dziecka: rodziców, nauczycieli, dziadków. Przedszkolak widzi, że „dzieci też mają głos”, jego „nie” jest wartością, a szacunek powinien działać w obie strony. Takie przekonanie kształtuje u dziecka poczucie sprawczości i wzmacnia samoocenę. Co ważne, czytanie o akceptacji dla odmowy może być szczególnie pomocne maluchom nieśmiałym lub z doświadczeniem braku wpływu. Dla nich książka staje się bezpiecznym lustrem, w którym mogą przećwiczyć odwagę.

Nie można też zapominać o roli dorosłego towarzysza lektury. Wspólne czytanie i rozmowa o tym, jacy są bohaterowie książki, co ich spotyka i jak dziecko to wszystko odbiera, dają przedszkolakowi przestrzeń do zadawania pytań, dzielenia się własnym doświadczeniem z domu, przedszkola i podwórka, a czasem do wyrażenia tego, o czym trudno mówić wprost. Kiedy więc dziecko po lekturze powie: „Nie chcę teraz tego robić, potrzebuję spokoju” – to znak, że książka spełniła swoje zadanie.

Ambicje, idźcie spać. Czyli dlaczego dzieci wolą proste fabuły od klasyki i czemu to dobra wiadomość

Z „Małym Księciem” albo „Kubusiem Puchatkiem” pod pachą siadasz na brzegu łóżka przedszkolaka. Po jednej stronie zaczyna ziewać, przy drugiej pyta: „A będzie coś śmiesznego?”. „Czy moje dziecko nie ma za grosz gustu, wyobraźni i cierpliwości?”, myślisz. Tymczasem to jest zupełnie normalne.

Mama czteroletniej Gosi postanowiła wprowadzić wieczorne czytanie klasyków. Po tygodniu z „Mary Poppins” Gosię wciąż interesował wyłączne latający parasol. Ale gdy pożyczyły z biblioteki książkę o żabie, która konsekwentnie odmawia kąpieli, wieczorne słuchanie stało się obsesją dziewczynki. Byle było o tej żabie.

Witajcie w świecie prostych potrzeb!

Dzieci w wieku 4–6 lat myślą i przeżywają świat zupełnie inaczej niż dorośli. Dorośli widzą w klasyce morał, dzieci zapamiętają co najwyżej zabawną scenkę. Ich umysł nie szuka metafor ani nostalgii, potrzebuje emocji, powtórzeń, rytmu i znanego porządku. Gdy bohater wpada w błoto, język zamarza mu od lodów, puszcza głośne bąki i krzyczy „To nie ja!”, twoje dziecko tarza się ze śmiechu i czuje, że rozumie ten świat. Gołąb upiera się, by prowadzić szkolny autobus? Kaczka myśli, że jest kotem, bo wychowała się z kotami? Lepiej być nie może.

Psycholożka rozwojowa Alison Gopnik porównała uwagę dziecka z latarnią: jej światło rozlewa się szeroko i wyłapuje zwłaszcza to, co jaskrawe, konkretne, bliskie malcowi. Gdy fabuła się gmatwa, a język staje symboliczny, światełko przygasa. Badania nad tzw. gramatyką opowieści sugerują, że przedszkolaki lepiej rozumieją i zapamiętują historie o prostej strukturze: bohater ma cel, pojawia się problem, a na końcu rozwiązanie. To pozwala uczyć się schematów społecznych: jak sobie radzić z emocjami, naprawić błąd, prosić o pomoc. Powtarzalność i przewidywalność są dla małego dziecka formą bezpieczeństwa. Dlatego maluch może prosić o jedną książkę pięćdziesiąt razy – by utrwalić poznany świat.

Ambicje dorosłych nie muszą być ambicjami dzieci

Każde pokolenie rodziców wierzy, że mądrze dobrane lektury „kształtują gust”. I mają rację, pod warunkiem, że dorośli nie próbują przeskoczyć etapów dziecięcego rozwoju. Wprowadzanie człowieka w literaturę przypomina naukę języka: najpierw najprostsze słowa, potem zdania, w końcu końcu poezja. Chęć sięgania po klasykę często wynika z dobrych intencji: chcemy dzielić się tym, co nas poruszyło. Ale czteroletnie dziecko nie ma jeszcze dorosłego kontekstu emocjonalnego. Nie wie, kim jest lis, który mówi takie poważne rzeczy ani czemu królowi jest smutno na planecie B-612. Świetnie za to zrozumie, że ktoś boi się ciemnego korytarza, potyka się na schodach i mówi: „To był ukłon” i upycha zabawki pod łóżkiem, aż wybuchają wszystkie poduszki.

Co wybierać?

Zamiast mierzyć dorosłą miarą literacki poziom kilkulatka, lepiej zwróć uwagę na rytm narracji, wyraziste emocje i bliskie dziecku doświadczenia. Tak działają m.in. zbudowana na schemacie bohater–problem–rozwiązanie seria o Żabku i Ropuchu Arnolda Lobela, bardzo proste, ale emocjonalne historie Benjiego Daviesa („Cudowna wyspa dziadka”) czy polskie perełki jak „Bobuś” autorstwa Martyny Skibińskiej z ilustracjami Jacka Ambrożewskiego, opowieść o Luciu i Babci, którzy razem konstruują robota z garażowych odpadków.

To, że dziecko woli prostotę, nie oznacza też, że brak mu wyobraźni. Wręcz przeciwnie, właśnie wtedy, gdy fabuła jest czytelna, mózg dziecka ma przestrzeń, by tworzyć własne obrazy, przewidywać i wchodzić w emocje bohaterów. Złożoność przyjdzie później, gdy myślenie i empatia młodego człowieka dojrzeją. Więc gdy następnym razem dorosłe ambicje szepną do ucha: „czytajmy coś poważniejszego”, odpowiedz im:„Idźcie spać”. A potem razem z dzieckiem śmiejcie się z żaby, która znowu nie chce umyć zębów.

Mała książka – wielki człowiek: konkurs dla wydawców rozstrzygnięty

Poznaliśmy twórców i wydawców książek dla dzieci w wieku 7-9 lat, które ukażą się w ramach programu „Mała książka – wielki człowiek”.

Już od dziewięciu lat Instytut Książki wyposaża dzieci w bezpłatne wyprawki czytelnicze. W minionym roku po raz pierwszy tytuły przekazywane przedszkolakom zostały wyłonione w trybie konkursowym. Książki przygotowywane z myślą o dzieciach w wieku wczesnoszkolnym, w tym roku również zostały wybrane przez eksperckie jury.

Na posiedzeniu, które odbyło się 11 lutego 2025 r. w Warszawie, komisja konkursowa dokonała wyboru trzech zwycięskich projektów. Było to następujące pozycje:

  • Adam Robiński Lornetka, il. Maria Strzelecka, Wydawnictwo Druganoga,
  • Tessa Moult-Milewska Szyszka i Straszydło, il. Adam Święcki i Anna Zając, wydawnictwo Kultura Gniewu,
  • Rafał Kosik Duch z biblioteki, il. Katarzyna Kołodziej, Wydawnictwo Powergraph.

Jedna  z nich trafi do pierwszoklasistów jeszcze tej jesieni, przy współpracy ze wszystkimi szkołami podstawowymi w kraju.

Komisja konkursowa obradowała w składzie: Alina Januszczyk, Maciej Skowera, Przemysław Staroń, Joanna Piekarska, Biserka Čejović, Iwona Haberny, Anita Wincencjusz-Patyna. Komisja wybrała nagrodzone książki jednomyślnie.

Tytuły do udziału w konkursie zgłaszali wydawcy. Oprócz spełniania określonych wymogów formalnych uczestnicy musieli przedstawić próbkę tekstu, ogólną koncepcję utworu literackiego oraz portfolio ilustratora zaangażowanego do projektu.

„Nie czytam dziecku, bo się wstydzę…”. Czemu niektórzy rodzice krępują się czytać na głos i jak to zmienić?

Nie ma badań, które określałyby, ilu rodziców wstydzi się czytać na głos swoim dzieciom, ale problem wcale nie jest marginalny. U jego podłoża często leży zawstydzenie towarzyszące im w dzieciństwie podczas głośnego czytania w szkole. Na szczęście krok po kroku da się przełamać ten wstyd, skrępowanie i lęk przed oceną.

Chyba wszyscy znamy to ze szkoły: na ławce leży książka, a uczniowie po kolei czytają z niej fragmenty tekstu. Nie wiadomo, w którym momencie pani od polskiego przerwie i wskaże następnego ucznia, by przejął rolę lektora. Nikt nie śledzi treści tekstu, bo wszyscy w napięciu czekają, na kogo teraz wypadnie. Ci, którzy czytają płynnie, czują co najwyżej lekką tremę, ale czytającym słabiej zaczynają pocić się ręce. Dukają, mylą się i modlą o koniec tej tortury. W najlepszym wypadku nauczycielka się zlituje i wywoła kolejne nazwisko. W najgorszym – zacznie poprawiać i robić docinki, a klasa będzie się śmiać.

Skąd ten wstyd?

Choć nikt do tej pory nie zrobił kompleksowej ankiety, która pokazałaby, ile procent dorosłych – w tym rodziców – wstydzi się czytać na głos, problem jest dobrze udokumentowany. Badania nad dorosłymi z trudnościami w czytaniu i niską alfabetyzacją opisują silny wstyd, poczucie „niesprawności” i unikanie sytuacji, w których trzeba czytać w obecności innych. Naukowcy wskazują, że osoby te często ukrywają swoje problemy z czytaniem nawet przed bliską rodziną, bojąc się etykiet „głupi” czy „leniwy”, a czytanie własnemu dziecku może boleśnie przypominać czytanie przed klasą.

Wstyd i zażenowanie to tzw. emocje samoświadomościowe. Są złożone i powstają wtedy, gdy porównujemy się do innych ludzi i postrzegamy siebie jako gorszych. Brak biegłości w czytaniu możemy odbierać jako bycie „niewykształconym dorosłym” i „kiepskim rodzicem”, a drobne czytelnicze potknięcia przekładać na ogólny obraz siebie – „słabo czytam, więc jestem głupi/a”. Gdy nisko się oceniamy w ważnej dla siebie roli, np. rodzica, i gdy chcemy dobrze wypaść, wtedy czytanie na głos staje się swego rodzaju sceną w teatrze, a maluch lub partner widownią. Przedszkolaki są zwykle mniej oceniające, ale opinii starszych dzieci szkolnych rodzic może się już realnie bać. Jeśli doświadczył w szkole lub domu krytyki typu: „czytasz za wolno”, „źle wymawiasz”, to gdy ma czytać dziecku, ciało pamięta tamten wstyd. Książka staje się sygnałem zagrożenia: „zaraz ktoś zobaczy, że sobie nie radzę”. A ponieważ nie chcemy się tak czuć, rezygnujemy z czytania, przekonując siebie, ż „nie mamy czasu” albo „dziecko i tak samo czyta”.

Nieczytający nauczyciel? To możliwe

Na początek warto sobie uświadomić, że nie jesteśmy sami, a trudności w czytaniu niekiedy dotyczą nawet osób, których nigdy w życiu byśmy o to nie podejrzewali. Kilka lat temu na łamach BBC swoją historię opisał John Corcoran. Jest absolutnie nieprawdopodobna: mężczyzna skończył studia i przez 17 lat pracował jako nauczyciel (!), praktycznie pozostając analfabetą. Jak zdołał zdobyć wykształcenie? Kłamał, nocą kradł testy z pokoju dyrektora i dawał je do wypełnienia innym uczniom w zamian za przysługi. Był inteligentny i sprytny, a napędzał go niewyobrażalny wstyd. Nigdy nikogo nie poprosił o pomoc w nauce czytania, bo nie wierzył, że ktoś jest w stanie mu jej udzielić. Trudno uwierzyć, jak mogło dojść do takiego zaniedbania chłopca przez dorosłych.

Tajemnica wyszła na jaw po latach, gdy Corcoran „czytał” książkę trzyletniej córce, a ona zauważyła: „Nie czytasz tego jak mama”. Istotnie nie czytał – na bieżąco wymyślał historię. Analfabetą przestał być grubo po pięćdziesiątce, dzięki pomocy żony i akcji alfabetyzacji dorosłych w lokalnej bibliotece. To 65-letni nauczyciel czytania przekonał go, by podzielił się swoją historią. W odpowiedzi na nią czytelnicy nadesłali morze listów. Opisali w nich własne zmagania z czytaniem i walkę, by przetrwać bez tej umiejętności. Wszystkich prowadził wstyd.

Pokonać „drabinkę strachu”

Gdy dorosły zrozumie, że wstyd przy czytaniu nie świadczy o tym, że jest „złym rodzicem”, ale o dawnych zranieniach i fałszywych przekonaniach na swój temat, łatwiej będzie zrobić pierwszy krok: otworzyć książkę i przeczytać na głos jedno zdanie. W przełamywaniu oporów przyda się znajomość teorii „drabinki strachu”.

Chodzi o to, by zacząć od czegoś łatwego i krok po kroku przechodzić do rzeczy trudniejszych. Przykładowe stopnie to:

  1. czytanie na głos sobie samemu przez 5 minut dziennie;
  2. czytanie przy zamkniętych drzwiach, ale ze świadomością, że ktoś za nimi jest;
  3. przeczytanie dziecku/partnerowi kilku zdań i prośba, by nie komentowali;
  4. przeczytanie dziecku krótkiej bajki, a jeśli się pomylisz, to się z tego śmiejecie;
  5. czytanie kilkorgu dzieciom z rodziny;
  6. publiczne czytanie np. podczas warsztatów w bibliotece. Celem nie jest idealne czytanie, lecz pozbycie się napięcia i traktowanie głośnej lektury jak zwykłej czynności.

Mała książka – wielki człowiek: podsumowanie 2025 roku

Ponad 800 tys. dzieci obdarowanych książkami, konkurs dla wydawców, rekordowa trasa warsztatów czytelniczych, 1,8 tys. przeszkolonych położnych, kampania społeczna „Czytaj chwilę”. I wiele, wiele więcej.

W ramach programu „Mała książka – wielki człowiek” Instytut Książki od lat wyposaża dzieci i ich opiekunów w bezpłatne wyprawki czytelnicze. W 2025 roku książki trafiły do ponad 800 tys. dzieci! Program obejmuje swoim zasięgiem 93% oddziałów położniczych, ponad 90% bibliotek publicznych (w 2025 roku do programu dołączyło kolejnych 70 placówek) oraz wszystkie szkoły podstawowe w kraju. To największy w Europie program bookstartowy, którego siła tkwi w ciągłości i konsekwencji działań. Od początku jego funkcjonowania dzieciom przekazano ponad 6 milionów książek.

Udział w każdym z etapów jest bezpłatny – tak dla opiekunów dzieci jak i dla instytucji współpracujących. W minionym roku na młodych rodziców, opuszczających oddziały położnicze, czekały egzemplarze Tyci, tyci Doroty Gellner z ilustracjami Joanny Kłos. W ramach zeszłorocznej edycji książki trafiły do 230 tys. młodych rodzin.  Pierwszoklasistkom i pierwszoklasistom, za pośrednictwem szkół podstawowych, przekazywano egzemplarze Wnuczki antykwariusza. Dzięki programowi historię stworzoną przez Justynę Bednarek i zilustrowaną przez Emilię Dziubak miało szansę poznać 450 tys. pierwszaków. Jeśli chodzi o dzieci w wieku przedszkolnym, niezwykle cieszy fakt, że dzięki programowi „Mała książka – wielki człowiek” w 2025 roku do bibliotek dołączyło ponad 90 tys. dzieci. Przedszkolaki, które odwiedziły bibliotekę, otrzymały łącznie 130 tys. książek. Po raz pierwszy w historii programu mogły wybrać spośród trzech pozycji. Czekały na nie książki Przywitanie lata Marii Dek (Wydawnictwo Bernardinum), Rita i koń Marty Kopyt (Muchomor) oraz Bobuś Martyny Skibińskiej z ilustracjami Jacka Ambrożewskiego (Wydawnictwo Dwie Siostry). To efekt konkursu dla wydawców – nowości zrealizowanej w 2025 roku.

Idąc za ciosem, w październiku został ogłoszony kolejny konkurs – tym razem na projekt książki dla dzieci w wieku 7-9 lat.

Przygotowywanie i przekazywanie wyprawek czytelniczych to jednak dopiero początek działań. Wokół książek, które ukazują się w ramach programu, powstają scenariusze warsztatów okołoksiążkowych, realizowanych m.in. w ramach największej ogólnopolskiej trasy warsztatowej „Mała książka w drodze”. W 2025 roku przeprowadzono ponad 250 warsztatów w przeszło 240 miejscowościach. Oznacza to, że co 1,5 dnia gdzieś w Polsce odbyło się angażujące wydarzenie proczytelnicze dla dzieci, które realnie wpływa na ich zainteresowanie czytaniem. Plan trasy i scenariusze warsztatów zostały opracowane tak, by udział w zajęciach mogły wziąć również dzieci o specjalnych potrzebach.

Mimo ogromnej skali, trasa „Mała książka w drodze” nie była jedyną formą proczytelniczego aktywizowania „w trenie”. Z myślą o dzieciach w wieku wczesnoszkolnym odbyła się druga edycja projektu warsztatowego „Czytamy rodzinne historie”, inspirowanego książką Wnuczka antykwariusza, w którym udział wzięło ponad 14 tys. dzieci z całego kraju.

By zachęcać do czytania całe rodziny program „Mała książka – wielki człowiek” był obecny na wydarzeniach kulturalnych i branżowych w Polsce (m.in. na festiwalach Granatowe Góry,  Conrad, Rabka, Jarocin, Festiwal Literatury dla Dzieci, czy Dni Branżowe podczas Gdańskich Tragów Książki) oraz za granicą (doroczne spotkanie sieci EU Read połączone z seminarium sieci Global Network for Early Years Bookgifting).

Działania nie ograniczały się wyłącznie do aktywowania na ziemi, ale również… w chmurach. W 2025 roku rozpoczęliśmy współpracę z PLL LOT, by udowodnić najmłodszym pasażerkom i najmłodszym pasażerom, że czytanie jest odlotowe!

W ramach programu „Mała książka – wielki człowiek” podejmowane są również inicjatywy mające na celu dbanie o postawy czytelnicze dorosłych. W 2025 roku zostało przeszkolonych 1,8 tys. położnych – ambasadorek głośnego czytania dziecku od narodzin. Jak co roku została zrealizowana również kampania społeczna, kierowana do rodziców i opiekunów dzieci. Hasłem zeszłorocznej odsłony było „Czytaj chwilę”. Aby zachęcić osoby nieczytające do sięgania po książkę potrzeba przekazu podejmującego tematy, które żywo dotykają odbiorców. Badania pokazują, że rodzice, którzy nie czytają dzieciom codziennie, za najczęstszą przyczynę wskazują brak czasu. Nie ma wątpliwości, że opiekunowie to bardzo zajęte osoby. Na głowie mają mnóstwo rzeczy małych i dużych, a w każdą wkładają czułość i uwagę. Niektóre z nich trzeba zrobić tu i teraz, inne można odłożyć, żeby pobyć TU I TERAZ. Wspólne momenty z książką – czytanie, rozmowy, wygłupy – to chwile, które zostają z nami na zawsze. Dlatego w codziennym zabieganiu niektóre rzeczy warto odłożyć… na chwilę. Multikanałowa kampania pozwoliła dotrzeć z tym przekazem do niemal 34 milionów odbiorców.  

Według badań przeprowadzonych na grupie 1500 respondentów, działania realizowane w ramach programu „Mała książka – wielki człowiek” przyspieszają kontakt dziecka z książką. 75% badanych deklaruje, że przynajmniej raz w tygodniu czytało dziecku otrzymaną książkę, 8/10 respondentów twierdzi, że działania zmotywowały ich do czytania dziecku. 25% opiekunów przyznaje, że bez otrzymanej książki czytałoby mniej lub wcale.

Już wkrótce rozpocznie się nabór bibliotek do projektu „Mała książka w drodze”

W 2026 roku wracamy z kolejną odsłoną projektu „Mała książka w drodze”. Już wkrótce rozpoczniemy rekrutację bibliotek publicznych do nowej, wiosennej edycji projektu, w ramach którego organizowane są bezpłatne warsztaty czytelnicze dla dzieci.

Warsztaty realizowane są w bibliotekach publicznych uczestniczących w programie „Mała książka – wielki człowiek” i mają na celu wspieranie najmłodszych czytelników oraz ich opiekunów w odkrywaniu radości wspólnego czytania. Zajęcia prowadzone są w formie angażujących spotkań, dostosowanych do wieku dzieci i opartych na wyprawkach czytelniczych przekazywanych w ramach programu.

Warsztaty dla trzech grup wiekowych

W nowej edycji projektu zaplanowano warsztaty czytelnicze dla dzieci w trzech grupach wiekowych:

  • dzieci w wieku 0–3 lata – warsztaty wokół książki „Tyci, tyci” Doroty Gellner (ilustracje: Joanna Kłos),
  • dzieci w wieku 4–6 lat – warsztaty wokół książek „Przywitanie Lata” Marii Dek, „Bobuś” Martyny Skibińskiej (ilustracje: Jacek Ambrożewski) oraz „Rita i koń” Marty Kopyt,
  • dzieci w wieku 7–9 lat – warsztaty wokół książki „Wnuczki antykwariusza” Justyny Bednarek (ilustracje: Emilia Dziubak).

Kto może się zgłosić?

Do udziału w naborze zapraszamy biblioteki publiczne, w których dotychczas nie były organizowane warsztaty w ramach projektu „Mała książka w drodze”. Zgłoszeń mogą dokonywać wyłącznie biblioteki główne.

Terminy i zasady rekrutacji

Nabór bibliotek rozpocznie się 20 stycznia 2026 roku o godz. 10.00 i potrwa do 26 stycznia 2026 roku do godz. 12.00.

Aby zgłosić bibliotekę do udziału w projekcie, należy wypełnić formularz rekrutacyjny
(Formularz będzie aktywny od 20 stycznia 2026 r. od godz. 10.00).

Wypełnienie formularza jest jedyną możliwą formą zgłoszenia biblioteki do udziału w naborze.

Zachęcamy do zapoznania się z regulaminem uczestnictwa w projekcie, w którym zawarte są szczegółowe informacje dotyczące zasad realizacji warsztatów.

Zapraszamy do obejrzenia relacji z inauguracji ubiegłorocznej wiosennej trasy warsztatowej, która odbyła się w Powiatowej i Miejsko-Gminnej Bibliotece Publicznej w Starym Sączu.

Konkurs #CzytajChwile – stwórz swoją bazę czytelniczą i wygraj! Znamy już zwycięzców!

[aktualizacja 17.12.2025]

Sprostowanie agencji MUFU ws. wyników konkursu #CzytajChwile

Szanowni Państwo,
w związku z opublikowaną wcześniej informacją o zwycięzcach konkursu pragniemy dokonać sprostowania.

Dwie osoby, które pierwotnie zostały wytypowane do zwycięstwa, złożyły swoje prace po terminie określonym w regulaminie konkursu. W związku z powyższym, po ponownym i wnikliwym przeanalizowaniu wszystkich nadesłanych zgłoszeń, wybraliśmy zwycięzców, których prace spełniały wszystkie wymogi regulaminowe.

Poniżej przedstawiamy prawidłowych zwycięzców konkursu:

  • Kategoria projektowa: @dzisiaj.jutro
  • Kategoria rodzinna: @Olga Michalczuk
  • Kategoria artystyczna: @katalaga

Przepraszamy za zaistniałe zamieszanie i dziękujemy za zrozumienie.

[aktualizacja 16.12.2025]

Wyniki konkursu

Znamy już zwycięzców konkursu „Czytaj chwilę – stwórz swoją bazę czytelniczą i wygraj”.
W kategorii projektowej nagrodę zdobył ilnicki_dariusz, w kategorii artystycznej katalaga, natomiast zwycięzcą kategorii rodzinnej został Igor Rurarz. Gratulujemy laureatom i dziękujemy wszystkim uczestnikom za kreatywność i zaangażowanie! 

[21.11.2025]

Konkurs

W świecie pełnym pośpiechu zapraszamy do zatrzymania się na chwilę.

Do zbudowania własnego, domowego miejsca, w którym książki stają się mostem między dorosłymi a dziećmi.

Do stworzenia „bazy czytelniczej” – przytulnego kącika, gdzie czytanie to przygoda, bliskość i wspólne przeżywanie małych, codziennych momentów.

Konkurs #CzytajChwile jest częścią ogólnopolskiej kampanii realizowanej w ramach programu „Mała książka – wielki człowiek”, w której pokazujemy, że czytanie to najprostszy sposób, by być razem.

Na czym polega konkurs?

Zbuduj swoją domową bazę do czytania – z dzieckiem, rodziną, przyjaciółmi lub samodzielnie.

Może to być kolorowy namiot z koca, miejsce pod stołem, poduchowy domek, mała półka z lampką – liczy się pomysł, atmosfera i Wasza wspólna chwila.

Następnie:

1. Zrób zdjęcie lub nagraj krótkie wideo swojej bazy czytelniczej.

2. Opublikuj je na Instagramie lub Facebooku (profil musi być publiczny).

3. Dodaj obowiązkowe oznaczenia:

   ➜ #CzytajChwile

   ➜ @InstytutKsiążki

4. W opisie odpowiedź na pytanie: „Za co lubimy nasze chwile z książką?”.

Kategorie konkursowe

1. Baza artystyczna – kreatywność, wizualny koncept i oryginalność.

2. Baza projektowa – estetyka, funkcjonalność, umiejętne wykorzystanie przestrzeni.

3. Baza rodzinna – emocje, ciepło i wyjątkowość wspólnej chwili.

Nagrody

W każdej kategorii przyznajemy nagrodę główną – voucher o wartości 3000 zł brutto.

Możliwe są również wyróżnienia w formie nagród rzeczowych.

Harmonogram

Przyjmowanie zgłoszeń: 21.11.2025 (00:01) – 12.12.2025 (00:01)

Ogłoszenie wyników: 15.12.2025 na profilach @InstytutKsiążki i wielki-czlowiek.pl

Uczestnicy mają 3 dni na kontakt z Organizatorem po ogłoszeniu wyników konkursu.

Dlaczego warto?

Konkurs jest częścią dużej, ogólnopolskiej kampanii promującej czytelnictwo. Razem tworzymy cyfrową mapę przytulnych domowych baz czytelniczych.

Pełny regulamin konkursu jest dostępny tutaj.
Formularz zgody rodzica można pobrać tutaj.

Czy czytanie przez pięć minut dziennie ma jakikolwiek sens? Tak, jeśli wiesz, jak to robić

Kilka minut aktywnego czytania dziennie da dziecku dużo więcej niż lektura długa, lecz „odklepana”. Jeśli do tego stworzycie mały, powtarzalny rytuał, maluch skojarzy książki z miłością, bliskością i ukojeniem.

W niejednej rodzicielskiej głowie siedzi taki obrazek: mama lub tata na kanapie, dziecko zasłuchane, godzina z ambitną książką, atmosfera jak z reklamy. Wydaje się, że tylko w takiej wersji czytanie ma sens. Tymczasem niczym niezakłócone 60 minut w środku tygodnia jest w wielu rodzinach równie prawdopodobne, co niespodziewany urlop na Bali. Co robić, by czytać, gdy czasu i sił macie jak na lekarstwo?

Mit „idealnego rodzica” kontra bezcenne pięć minut

To nie długość czytania i wybór najdoskonalszego tytułu, lecz regularność i zaangażowanie opiekuna są najskuteczniejsze. Badania nad czytaniem na głos pokazują, że już krótkie, ale powtarzalne spotkania przedszkolaka z książką poszerzają jego słownictwo i wspierają koncentrację oraz zachowanie. Maluchom z rodzin objętych programem czytania i zabawy z książeczkami łatwiej było słuchać poleceń, skupić się i dokończyć zadania, były też mniej pobudliwe i rzadziej wyrażały agresję czy złość. Kiedy czytasz szkrabowi książkę przez parę minut dziennie, rocznie słyszy tysiące dodatkowych słów, uczy się rozumieć i interpretować przekazy, a to przekłada się na ułatwiony start w szkole. Wspólne czytanie obniża też poziom napięcia. Krótkie sesje lektury eksperci wiążą z redukcją stresu i poprawą dobrostanu dziecka, a to bywa bezcenne po całym głośnym dniu w przedszkolu. Podsumowując: nawet kilkuminutowe czytanie może znacząco wpłynąć na rozwój językowy i emocjonalny kilkulatka, jeśli tylko jest stałym elementem dnia.

Moc mikrorytuałów

Mikrorytuały czy też mikronawyki (ang. microhabits) są dziś bardzo modne, lecz nieprzereklamowane. W czasach przebodźcowania to takie małe bunkry spokoju – zamykacie się w bezpiecznej przestrzeni i świat nie może nic wam zrobić. Zdaniem BJ Fogga, światowej sławy naukowca z Uniwersytetu Stanforda i autora książki „Mikronawyki. Niewielkie zmiany, które wiele zmieniają” (tłum. Dorota Pomadowska), małe rzeczy nie tylko prowadzą do realnych zmian, ale też poprzez swoją powtarzalność regulują nasz układ nerwowy. Naprawiają też relację z czasem – bo wystarczy 90 sekund, by coś zmienić – i dają poczucie kontroli w tak trudno kontrolowalnym świecie.

Czytanie z dzieckiem to obszar, który o mikrorytuały aż się prosi. Żeby z pięciu minut z książką wycisnąć maksimum, warto zadbać o kilka rzeczy: stałą porę (np. zawsze po myciu zębów), tytuły czekające w ustalonym kąciku czytelniczym (np. na poduszce pod ciepłym kaloryferem) i brak rozpraszaczy (telefon najlepiej zostawić w innym pokoju). Efektu „wow” doda wszystko, co będzie tylko Wasze. To może być: zapalenie „magicznej lampki” (tylko dziecko włącza wybraną lampkę do czytania), przycisk „start czytania” (malec dotyka wyimaginowanego guzika na okładce książki i wtedy ją otwieracie), wybór zakładki (dziecko wybiera zakładkę lub naklejkę i wsuwa ją w miejsce, gdzie dziś skończycie), minigłosowanie („Czytamy śmiesznie, poważnie czy głosem koali?”), „słowo wieczoru” (po lekturze wybieracie ulubione słowo z dzisiejszej partii książki i powtarzacie je trzy razy jak zaklęcie przed snem), pluszowa widownia (przed startem czytania dziecko sadza obok siebie ulubione maskotki) albo jedno zdanie wstępu (dziecko lub rodzic przypomina, na czym skończyliście, np. „Wczoraj smok zgubił skarpetkę, zobaczymy, co będzie dalej”). Możecie wymyślić coś własnego lub mieć różne nawyki na różne dni tygodnia (np. w każdą sobotę czytacie w bazie z koców). Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia, a tę dzieci mają przecież… nieograniczoną.

Czytać fajnie, czyli jak?

Czytanie „po waszemu” sprawi, że już krótka chwila z książką stanie się codzienną przygodą. Jeśli do tego rodzic lub opiekun będzie czytał aktywnie, malec się w książkach po prostu zakocha. A co to znaczy czytać aktywnie? Po prostu fajnie i ze skupieniem na dziecku. Aktywne czytanie polega na uważności na malca i zabawie tekstem: wspólnym komentowaniu, zadawaniu pytań, podkładaniu głosu bohaterom, śmiesznych gestach i spontanicznej rozmowie o fabule, postaciach i emocjach. Aktywne czytanie rodzica prowadzi do aktywnego słuchania kilkulatka, czyli jego koncentracji i zaangażowania się w historię. Rodzic może pytać o różne elementy na obrazku, interpretację ilustracji („Co może teraz czuć miś?”), poprosić o wymyślenie ciągu dalszego lub wydanie głosu przez bohatera, ilekroć ten pojawi się w fabule. Na koniec lektury warto zapytać, co dziecko zapamiętało z dzisiejszego fragmentu. „Czy wilk miał śmieszne kapcie, które mu ciągle spadały”? „Król nosił koronę na lewą stronę”? „Królik wyhodował zieloną marchewkę”? Nie ma złych odpowiedzi.

Wyprawka czytelnicza 2025

Trzy tytuły do czytania z przedszkolakiem, które sprawią frajdę także dorosłym. Książki zostały przygotowane przez Instytut Książki w ramach programu „Mała książka – wielki człowiek”.

Jesteś jak Dzik Tadzik czy Jaszczurka Grażynka? Jak by to było mieć pomocnika, który we wszystkim wyręczy? I czy naprawdę tak trudno dogadać się z koniem? By się tego dowiedzieć wystarczy odebrać wyprawkę czytelniczą. Tytuły czekają na dzieci w wieku przedszkolnym w niemal wszystkich bibliotekach publicznych w Polsce. Wystarczy odwiedzić z dzieckiem najbliższy oddział objęty programem i wybrać jedną z książek w prezencie.

Przywitanie lata, Maria Dek (wyd. Bernardinum)

Ilustracje w tej książce spodobają się zwłaszcza młodszym czytelnikom. Styl Marii Dek jest niepowtarzalny i chyba nie ma dziecka, które po obejrzeniu jej książek samo nie chciałoby chwycić za kredki lub farbki. Za to stworzeni przez Dek bohaterowie rozbawią i maluchy, i dorosłych – to prawdziwa plejada ludzkich charakterów w zwierzęcych kostiumach.

Fabuła jest jasna: oto pewnego dnia mieszkańców Małego Lasu budzi ciepły wiatr. „To znak – zbliża się LATO”. Wszystkie zwierzęta udają się w stronę polany, aby je przywitać. Jak to w przypadku dużych i ważnych projektów bywa, każdy ma własną wizję, w jaki sposób to zrobić, a ta ma się nijak do wizji pozostałych bohaterów. Dzik Tadzik stawia na relacje – najważniejsze to pogadać ze wszystkimi i podzielić się rosołem. Wszystkowiedząca Mysz Teodora przoduje w pouczaniu (bo sama przeczytała nawet instrukcję obsługi koca piknikowego). Jaszczurka Grażynka piętrzy problemy, przecież tyle rzeczy może pójść źle. Spontaniczna Gąsienica Róża nie ma zaś żadnego planu, za to bardzo wierzy w siebie.

Dek daje dzieciom przestrzeń do interpretacji i poznania różnych osobowości, a dorosłym pomaga natychmiastowo wyciszyć układ nerwowy. Niejeden czytelnik się wzruszy, niejeden zakocha w książkowych rymowankach. Dzięki tej lekturze maluchom na pewno łatwiej będzie zrozumieć zachowanie trudnego kolegi w przedszkolu, a starszym odbiorcom – pomyśleć o wymagającym projekcie w pracy ze świadomością, że zwierzęta – pardon – ludzie, z którymi trzeba się dogadać, są różni, mają własne przekonania, obawy i pomysły. I że ta różnorodność jest wartościowa.

Rita i koń, Marta Kopyt (wyd. Muchomor)

Rita ma kilka lat i często prosi rodziców o psa lub siostrę, niestety ci wciąż odmawiają. Dlatego dziewczynka bardzo się cieszy, gdy pewnego dnia w porze śniadaniowej w drzwiach mieszkania staje Koń. Koń chce spędzić jeden dzień z dziećmi, a nie z innymi końmi, więc Rita zabiera go do swojego przedszkola. Dyrektorka zgadza się na tę niezwykłą wizytę, bo mama Rity, prawniczka, nie znajduje w przedszkolnym regulaminie żadnych przeciwwskazań do takich odwiedzin. Koń – co tu dużo mówić – jest dość nieokrzesany: herbatę dla wszystkich dzieci wypija prosto z garnka i chce sikać bezpośrednio tam, gdzie stoi. W dodatku nie zna cyferek. Rita musi wziąć za niego odpowiedzialność i objaśnić mu świat, który jest przecież zupełnie „niekoniowy”. Kopytny i dziewczynka krążą wokół siebie z ciekawością, okazują sobie akceptację, a ich nieprzesłodzona bliskość rodzi się z prawdziwego partnerstwa.

Marta Kopyt za pomocą prostej ołówkowej kreski oraz wizualnych i słownych żartów sytuacyjnych stwarza świat zarazem znajomy i niewyobrażalny: świat, w którym trudność i zdziwienie nie skutkują złością i dystansem, lecz naturalną potrzebą poznania Innego i znalezienia rozwiązań napotykanych problemów. Autorka pomaga też dorosłemu odbiorcy wejrzeć w świat dziecka. Koń jaki jest, każdy widzi: zwierzęcy bohater wprowadza chaos i testuje granice – zupełnie jak mały człowiek w czasie swojego najintensywniejszego rozwoju.

Bobuś, Martyna Skibińska, z ilustracjami Jacka Ambrożewskiego (wyd. Dwie Siostry)

Jest tu wszystko, co mogą pokochać dzieci: weekend u Babci, pies o imieniu Parówek, burza i tajemniczy garaż pełen rzeczy, które kiedyś się przydadzą. Tytułowy Bobuś to robot – a raczej biobot napędzany fusami i odpadkami – którego Babcia i jej wnuczek Lucio konstruują z garażowych skarbów (w goglach, bo pamiętają słowa mamy: „A gdyby to kogoś trafiło w oko?”), gdy dochodzą do wniosku, że potrzebują pomocnika. Kogoś, kto wróci z plaży do domu po zapomniany sok i rękawki, wyprowadzi Parówka na długi spacer w czasie deszczu i pomoże odkurzyć żyrandol. Bobuś nadaje się do tego wszystkiego idealnie, dlaczego więc Babcia i Lucio stale dyskretnie mu towarzyszą…?

Publikacja Martyny Skibińskiej z ilustracjami Jacka Ambrożewskiego to książka, która eksploduje humorem i pomysłowością. Jej siłą są tempo i lekkość, ale przede wszystkim przesłanie: nawet najbardziej zaawansowana technologia nie zastąpi relacji, zwłaszcza z rezolutną Babcią i rodzicami, którzy już niczemu się nie dziwią. Skibińska pisze z cudowną dziecięcą logiką: coś jest możliwe nie dlatego, że ma sens, tylko dlatego, że ktoś bardzo chce, by go miało.

Książki zostały wybrane w trybie konkursu dla wydawców (na podstawie koncepcji tekstu i portfolio ilustratora). Zwycięskie tytuły wyłoniło grono eksperckie.

Więcej informacji o programie „Mała książka – wielki człowiek” znajduje się w zakładce „O projekcie”.

Spot promocyjny (2025)