„Nie czytam dziecku, bo się wstydzę…”. Czemu niektórzy rodzice krępują się czytać na głos i jak to zmienić?

Nie ma badań, które określałyby, ilu rodziców wstydzi się czytać na głos swoim dzieciom, ale problem wcale nie jest marginalny. U jego podłoża często leży zawstydzenie towarzyszące im w dzieciństwie podczas głośnego czytania w szkole. Na szczęście krok po kroku da się przełamać ten wstyd, skrępowanie i lęk przed oceną.

Chyba wszyscy znamy to ze szkoły: na ławce leży książka, a uczniowie po kolei czytają z niej fragmenty tekstu. Nie wiadomo, w którym momencie pani od polskiego przerwie i wskaże następnego ucznia, by przejął rolę lektora. Nikt nie śledzi treści tekstu, bo wszyscy w napięciu czekają, na kogo teraz wypadnie. Ci, którzy czytają płynnie, czują co najwyżej lekką tremę, ale czytającym słabiej zaczynają pocić się ręce. Dukają, mylą się i modlą o koniec tej tortury. W najlepszym wypadku nauczycielka się zlituje i wywoła kolejne nazwisko. W najgorszym – zacznie poprawiać i robić docinki, a klasa będzie się śmiać.

Skąd ten wstyd?

Choć nikt do tej pory nie zrobił kompleksowej ankiety, która pokazałaby, ile procent dorosłych – w tym rodziców – wstydzi się czytać na głos, problem jest dobrze udokumentowany. Badania nad dorosłymi z trudnościami w czytaniu i niską alfabetyzacją opisują silny wstyd, poczucie „niesprawności” i unikanie sytuacji, w których trzeba czytać w obecności innych. Naukowcy wskazują, że osoby te często ukrywają swoje problemy z czytaniem nawet przed bliską rodziną, bojąc się etykiet „głupi” czy „leniwy”, a czytanie własnemu dziecku może boleśnie przypominać czytanie przed klasą.

Wstyd i zażenowanie to tzw. emocje samoświadomościowe. Są złożone i powstają wtedy, gdy porównujemy się do innych ludzi i postrzegamy siebie jako gorszych. Brak biegłości w czytaniu możemy odbierać jako bycie „niewykształconym dorosłym” i „kiepskim rodzicem”, a drobne czytelnicze potknięcia przekładać na ogólny obraz siebie – „słabo czytam, więc jestem głupi/a”. Gdy nisko się oceniamy w ważnej dla siebie roli, np. rodzica, i gdy chcemy dobrze wypaść, wtedy czytanie na głos staje się swego rodzaju sceną w teatrze, a maluch lub partner widownią. Przedszkolaki są zwykle mniej oceniające, ale opinii starszych dzieci szkolnych rodzic może się już realnie bać. Jeśli doświadczył w szkole lub domu krytyki typu: „czytasz za wolno”, „źle wymawiasz”, to gdy ma czytać dziecku, ciało pamięta tamten wstyd. Książka staje się sygnałem zagrożenia: „zaraz ktoś zobaczy, że sobie nie radzę”. A ponieważ nie chcemy się tak czuć, rezygnujemy z czytania, przekonując siebie, ż „nie mamy czasu” albo „dziecko i tak samo czyta”.

Nieczytający nauczyciel? To możliwe

Na początek warto sobie uświadomić, że nie jesteśmy sami, a trudności w czytaniu niekiedy dotyczą nawet osób, których nigdy w życiu byśmy o to nie podejrzewali. Kilka lat temu na łamach BBC swoją historię opisał John Corcoran. Jest absolutnie nieprawdopodobna: mężczyzna skończył studia i przez 17 lat pracował jako nauczyciel (!), praktycznie pozostając analfabetą. Jak zdołał zdobyć wykształcenie? Kłamał, nocą kradł testy z pokoju dyrektora i dawał je do wypełnienia innym uczniom w zamian za przysługi. Był inteligentny i sprytny, a napędzał go niewyobrażalny wstyd. Nigdy nikogo nie poprosił o pomoc w nauce czytania, bo nie wierzył, że ktoś jest w stanie mu jej udzielić. Trudno uwierzyć, jak mogło dojść do takiego zaniedbania chłopca przez dorosłych.

Tajemnica wyszła na jaw po latach, gdy Corcoran „czytał” książkę trzyletniej córce, a ona zauważyła: „Nie czytasz tego jak mama”. Istotnie nie czytał – na bieżąco wymyślał historię. Analfabetą przestał być grubo po pięćdziesiątce, dzięki pomocy żony i akcji alfabetyzacji dorosłych w lokalnej bibliotece. To 65-letni nauczyciel czytania przekonał go, by podzielił się swoją historią. W odpowiedzi na nią czytelnicy nadesłali morze listów. Opisali w nich własne zmagania z czytaniem i walkę, by przetrwać bez tej umiejętności. Wszystkich prowadził wstyd.

Pokonać „drabinkę strachu”

Gdy dorosły zrozumie, że wstyd przy czytaniu nie świadczy o tym, że jest „złym rodzicem”, ale o dawnych zranieniach i fałszywych przekonaniach na swój temat, łatwiej będzie zrobić pierwszy krok: otworzyć książkę i przeczytać na głos jedno zdanie. W przełamywaniu oporów przyda się znajomość teorii „drabinki strachu”.

Chodzi o to, by zacząć od czegoś łatwego i krok po kroku przechodzić do rzeczy trudniejszych. Przykładowe stopnie to:

  1. czytanie na głos sobie samemu przez 5 minut dziennie;
  2. czytanie przy zamkniętych drzwiach, ale ze świadomością, że ktoś za nimi jest;
  3. przeczytanie dziecku/partnerowi kilku zdań i prośba, by nie komentowali;
  4. przeczytanie dziecku krótkiej bajki, a jeśli się pomylisz, to się z tego śmiejecie;
  5. czytanie kilkorgu dzieciom z rodziny;
  6. publiczne czytanie np. podczas warsztatów w bibliotece. Celem nie jest idealne czytanie, lecz pozbycie się napięcia i traktowanie głośnej lektury jak zwykłej czynności.