„Patrząc na popularność „Bobusia”, to może się okazać, że kto nie wziął go od razu, nie będzie miał go wcale”

– Ta edycja bogata w trzy książki z pewnością robi wrażenie i sprawia, że chętnych jest więcej niż w ubiegłych latach – mówi Paulina Wandas z Biblioteki Miejskiej w Wieliczce. Również w Wiśle wyprawki szybko znikają.

Dom Zdrojowy przy rynku w Wiśle stoi już prawie wiek. Kiedyś mieściło się tu kino Marzenie, dziś całe pierwsze piętro zajmuje Miejska Biblioteka Publiczna im. J. Śniegonia. Starsi czytelnicy mogą tu zajrzeć na Dyskusyjne Kluby: książkowy i filmowy, zagrać w planszówki lub szachy. Na drugim piętrze, w tzw. Gołębniku, dyrektorka placówki Ilona Majewska tworzy salę do zajęć z sitodruku i pracownię animacji poklatkowej, którą zaraziła już wiele dzieci. Bibliotekarki Karolina Ciemniewska i Iwona Cieślar prowadzą dział dziecięcy. Chętnie przestawiają meble, stale szukając miejsca na kolejny regał. Dzieci samodzielnie aranżują pufy i fotele. – Mamy jeszcze namiot do czytania, który uwielbiają – cieszy się pani Karolina. Ona sama najbardziej lubi naturalne światło, które wpada do wnętrza.

Miło rozsiąść się i wdychać zapach nowości też w Bibliotece Miejskiej przy pl. M. Sulimowskiego w Wieliczce. Nowoczesną przestrzeń podzielono tu na strefy: dla maluchów, dzieci i młodzieży, część gamingową, komputerową i projekcyjną. Całość dopełnia otwarta czytelnia i mini ścianka wspinaczkowa. Paulina Wandas kieruje działem dla dzieci i młodzieży. Przyszła tu zaraz po studiach nauczycielskich, szukała zajęcia na pół etatu. Została na 18 lat. Właśnie ogląda wyprawki dla przedszkolaków, które jej biblioteka otrzymała w ramach akcji „Mała książka – wielki człowiek” – w sumie 180 sztuk. – Ta edycja bogata w trzy książki z pewnością robi wrażenie i sprawia, że chętnych jest więcej niż w ubiegłych latach – zauważa pani Paulina.

Na razie prowadzi „Bobuś”

Kto się cieszy bardziej w chwili wręczania wyprawki: dziecko czy bibliotekarka? Karolinę Ciemniewską z Wisły wzrusza każda taka chwila, ale uważa, że jednak dzieci. – Są bardzo przejęte możliwością wyboru książki, cenią sobie tę sprawczość i czasami długo się zastanawiają, przeglądając i analizując, który tytuł chcą mieć. Lubię im przypominać, że mogą mieć je wszystkie i decydują tylko o kolejności – mówi. A po chwili dodaje: Chociaż patrząc na popularność „Bobusia”, to może się okazać, że kto nie wziął go od razu, nie będzie miał go wcale. W naszej bibliotece “Bobuś” stanowi 95 proc. wszystkich pierwszych wyborów. Również w Wieliczce, póki co, w koszulce lidera i nie oglądając się za siebie jedzie „Bobuś” Martyny Skibińskiej z ilustracjami Jacka Ambrożewskiego. – Dzieciaki uwielbiają dostawać, a jak to jest książka i to jeszcze „na zawsze”, to jest uśmiech na buzi i ogromne zadowolenie – zdradza pani Paulina.

Wiele dzieci przychodzi po wyprawkę z babcią lub dziadkiem. Rodzice zaś, jak twierdzą bibliotekarki, za każdym razem zachęcają pociechy do udziału w akcji. – Często mówią, że biblioteki bardzo się zmieniły od czasów, kiedy sami byli mali i dziś to ich ulubione miejsce do spędzania czasu z własnymi dziećmi. Zachwyca ich też różnorodność i jakość obecnej oferty wydawniczej – mówi Karolina Ciemniewska. Wielu rodziców dowiaduje się o akcji z mediów, część dopiero przy bibliotecznej ladzie. Jedni i drudzy wracają.

Nawet cztery lata wcześniej

Obie biblioteki realizują program „Mała książka – wielki człowiek” Instytutu Książki już od kilku lat. Karolina Ciemniewska największą siłę i mądrość akcji widzi w tym, jak program oswaja dzieci z przestrzenią biblioteki. – Zakochiwanie się w książkach i czytaniu to czasami trudny, a dla wielu długi proces. Program daje dzieciom i rodzicom szansę na rozbieg przed tym maratonem, jakim jest życie z książką – mówi.

Pierwszą wyprawkę z książką dziecko dostaje już za samo przyjście do biblioteki. Druga i trzecia wymaga uzbierania po 10 naklejek maluch otrzymuje je za każde wypożyczenie dowolnej książki z księgozbioru dziecięcego. – To daje dzieciom szansę na powroty. Zachwyca mnie poziom książek rozdawanych w ramach programu i łatwość jego rozliczenia. Działalność bibliotek opiera się na zaufaniu: czytelnicy ufają w nasze polecajki, my ufamy, że czytelnicy zwrócą książki. Twórcy akcji chyba to rozumieją i też nam ufają: brak biurokracji, skomplikowanych i rozbudowanych raportów jest ogromnym ułatwieniem. Można zachować siły na rozmiłowanie dzieci i ich rodziców w pięknych przykładach literatury dziecięcej. Trudno takiej akcji nie wspierać – podkreśla pani Karolina.

Jest przekonana, że gdyby wyprawek nie było, wiele osób nie zawitałoby do biblioteki wcześniej niż w dniu, w którym dziecko potrzebowałoby pierwszej lektury do szkoły. – Dzieci trafiają więc do nas nawet cztery lata wcześniej, co pokazuje, jak dużą rolę odgrywa wyprawka w promowaniu rodzinnego czytania. A jeżeli rodzice już przyjdą, to my zrobimy wszystko, by przekonać ich do regularnego korzystania i przede wszystkim czytania z dziećmi – mówi z mocą.

Karton pachnących perełek

Karolina Ciemniewska próg biblioteki w Wiśle po raz pierwszy przekroczyła 12 lat temu. – Do Wisły przeprowadziłam się z Katowic, miałam wtedy 25 lat i roczne dziecko. Rok później zapisałam siebie i mojego wtedy dwuletniego syna Antka do wiślańskiej biblioteki – wspomina. Pęczniejący nowościami dział dziecięcy prowadziła wówczas Monika Śliwka. – Przez kolejne lata odbyłam z Moniką wiele rozmów o literaturze i konieczności czytania dzieciom. Pewnego dnia zapytała mnie, czy nie chciałabym zostać bibliotekarką. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że tak, to jest moje marzenie. W wieku 29 lat dowiedziałam, co chcę robić przez resztę mojego życia – cieszy się pani Karolina.

Po tamtym pytaniu swojej „matki chrzestnej” podjęła studia podyplomowe z bibliotekoznawstwa, zrobiła krótki kurs biblioterapii, odbyła praktyki zawodowe i przekonała się, że kocha pracę z książkami i… czytelnikami. – Ta praca opiera się na relacjach – trzeba poznać dzieci, które korzystają z biblioteki, żeby pomóc im znaleźć książki, które pokochają. Mam wspaniałych czytelników. Staram się pamiętać imiona ich wszystkich, żeby wiedzieli, że są częścią naszej czytającej społeczności. Cieszy mnie, gdy dzieci przychodzą i pytają, czy jest więcej części książek, które wypożyczyły poprzednio – opowiada.

Ona i jej koleżanki bibliotekarki mają poczucie sprawczości. – To my dokonujemy zakupów wydawniczych, wpływamy na to, co nasi czytelnicy będą mieli do wyboru. Uwielbiam tę część pracy, gdy mogę zamówić nowości wydawnicze, a potem kurier przywozi karton pełen pachnących książek. Mamy listę małych, ambitnych wydawnictw, od których z zasady chcemy mieć wszystko. To nasz wkład w ich wsparcie – zdradza. Karolina Ciemniewska nie ukrywa też tego, że niektóre książki zamawia z myślą o konkretnych czytelnikach.

W niedzielny wieczór pani Karolina nie myśli o tym, że następnego dnia nie chce jej się iść do pracy. Wręcz przeciwnie. – Pracuję z ludźmi, z którymi się lubimy. Kocham tę pracę i cieszę się, że osiem lat temu zostałam zapytana, czy nie chcę przypadkiem pracować w bibliotece. Okazało się, że bardzo chcę – kończy.

Pełną listę bibliotek biorących udział w akcji “Mała książka Wielki Człowiek” można znaleźć na stronie: Przedszkolaki – Mała książka – wielki człowiek w dziale “O projekcie”.