Kocham śmiech i błazenadę. Mam nadzieję, że wspólna lektura „Bobusia” spowoduje, że dzieci i dorośli będą się śmiać i spędzą ze sobą radosne chwile – mówi Martyna Skibińska

Skąd wziął się pomysł na robota zbudowanego ze śmieci z garażu – starego odkurzacza, kanistra, rękawic ogrodowych?

Nałogowo zbieram niepotrzebne rzeczy i nie umiem nazwać ich śmieciami. Z trudem też się z nimi rozstaję. Historia Bobusia, robota-składaka, miała ukoić mój ból po rozstaniu z tonami przedmiotów, które latami gromadziłam, żeby je przerobić na coś innego. Skarby ze śmietnika w końcu trafiły do recyklingu, a ja napisałam książkę o robocie z odpadków, którego nigdy nie zbudowałam.

Tytułowego Bobusia konstruują razem Babcia i wnuczek Lucio. Czy ma Pani podobne wspomnienia z dzieciństwa?

W książce oparłam się na wspomnieniach wielu wakacji spędzanych z dziadkiem. Dziadek był najważniejszą postacią mojego dzieciństwa. Dawał mi ogromne poczucie bezpieczeństwa, był cierpliwy i wyrozumiały, zawsze traktował mnie poważnie i rozmawiał ze mną dokładnie tak samo jak z dorosłymi. Uważał, że mam dzikie pomysły i zawsze okazywał dumę z tego, że wymyśliłam coś, na co on by nie wpadł (przesadzał).

Chciałam, żeby bohaterów mojej książki, Lucia i Babcię łączyła taka sama relacja: ciepła, otwarta, w której i dziecko, i dorosły może śmiało mówić to, co myśli, w której oboje się szanują i o siebie troszczą.

Treść książki uzupełniają cudne ilustracje Jacka Ambrożewskiego. Jak wyglądała Wasza współpraca nad kształtem Bobusia i całą grafiką?

Jacek miał śmiałą wizję, którą chyba w całości zrealizował. Z efektami jego pracy zetknęłam się już na samym końcu procesu wydawniczego, który w tej edycji programu „Mała książka – wielki człowiek” był wyjątkowo krótki. Jako autorka i ilustrator pracowaliśmy z zadyszką!

Dlaczego Bobuś działa na biopaliwo (fusy, obierki, trawę) i co to mówi dzieciom o ekologii i wykorzystywaniu tego, co zwykle trafia do śmieci?

Mam nadzieję, że „Bobuś” w zabawny sposób pokazuje troskę o środowisko. Podoba mi się, że dla moich bohaterów dbałość o świat wokół jest czymś całkowicie naturalnym. Wydaje mi się, że coraz więcej dorosłych myśli o tym, żeby zostawić dzieciom planetę, która jeszcze trochę będzie działać. Bardzo się cieszę, że dzieci, rówieśnicy książkowego Lucia, potrafią się tego od nich głośno domagać.

Postać Bobusia ewoluuje – od prostego robota po kogoś, kto „zjadł internet”. Jak ważna była dla Pani ta transformacja?

Bobuś stawia pierwsze kroki w garażu jako nieporadne robotyczne niemowlę. Z początku jego głowę wypełnia tylko fermentująca sieczka z kompostownika, co powoduje, że robot jest co prawda uroczy, ale strasznie infantylny. Dopiero kiedy Babcia karmi go cytatami z ulubionych lektur, Bobuś przeistacza się w uroczego dżentelmena. Świetny z niego kompan, ale jako pomocnik nadal jest beznadziejny. Nie pomaga nawet zassanie przez niego całej wiedzy z Internetu. Zamiast pomagać Babci i Luciowi sam zdany jest na ich opiekę. Jest zabawny i ma dobre chęci, ale to nie wystarczy, żeby kiedykolwiek zastąpił Luciowi Babcię, czy Babci Lucia. Mam nadzieję, że tak zostanie.

Jaką rolę pełni w tej historii moment, gdy Lucio mówi babci: „pamiętaj, że to ja jestem twoim najlepszym pomocnikiem”?

Trochę się martwię tym zdaniem. Nie lubię nachalnej dydaktyki, a ta wypowiedź mocno nią trąca… Lucio to bystrzak. Ale też jest dzieckiem, które jest bardzo kochane przez bliskich i sam bardzo ich kocha. A w rodzinie Lucia miłość to dbanie o drugą osobę i jej dobre samopoczucie, radość ze wspólnego spędzania czasu i niekończące się źródło wzajemnej aprobaty. Tak naprawdę Lucio nie musi przypominać Babci, że zawsze będzie dla niego ważna. Babcia doskonale to wie.

A jak reagują dzieci, gdy czyta się im o Bobusiu? Z którymi fragmentami najbardziej się identyfikują lub o które najczęściej pytają?

Cichym bohaterem książki jest jamnik Parówek. Dzieci wzrusza jego miłość do starej dętki i nowa miłość do robota. Nie wiem, czy przypadkiem Parówek nie jest najbardziej człowiecki w całej książce. Jeśli chodzi o Bobusia, to młodzi czytelnicy chyba najbardziej są zaskoczeni tym, że robot może być taki niepraktyczny. Dopiero po wspólnej lekturze zaczynają projektować roboty do puszczania bąków, do puszczania kaczek, do łaskotania. Mnie z kolei zaskakuje, że wszyscy lubią budować roboty! Chociaż podczas warsztatów

dzieci najchętniej korzystają z nowiutkich elementów pochodzących z supermarketów budowlanych i z podejrzliwością przyglądają się skarbom, które przynoszę ze śmietników (mimo że są czyściutkie i zdezynfekowane, serio).

Co to za warsztaty?

Odbyliśmy z Jackiem już kilka, między innymi w ramach Festiwalu Conrada w Krakowie i Festiwalu Wspólna Niepodległa w Warszawie. Podczas zajęć powstaje robot z różnych elementów, które mogłyby zalegać komuś w garażu, piwnicy lub na strychu. Mamy pewne trudności z procedurami BHP. Dzieci wyrywają Jackowi wszystkie akcesoria i same chcą budować roboty, a przy okazji wpadają na niebezpieczne pomysły co do sposobów użycia trytytek i innych pozornie niegroźnych elementów. Ja pracuję z „programistami”: pomagam dzieciom spisywać ich życzenia i oczekiwania w stosunku do robota i wkładamy je później do robocinej głowy. Nie uwierzy Pani, ale nawet po 90 minutach pracy nad robotami nie wykonują one nawet najprostszych poleceń…

A co w Bobusiu mogą odkryć dorośli?

Kocham śmiech i błazenadę. Mam nadzieję, że wspólna lektura „Bobusia” spowoduje, że dzieci i dorośli będą się śmiać i spędzą ze sobą radosne chwile. Dla mnie nie ma nic ważniejszego.

Martyna Skibińska. Autorka pełnych humoru książek dla dzieci, scenarzystka, copywriterka, doradczyni firm odpowiedzialnych społecznie. Jej „Duchowy przewodnik po Polsce” trafił na międzynarodową listę najlepszych książek dla dzieci i młodzieży „The White Ravens” 2024 i otrzymał nominację do Nagrody im. Ferdynanda Wspaniałego, a komedia kryminalna „Wyjaśnij to, Lotko” była nominowana do 28. Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. Jednym z jej dzieci jest również reklamowy Mały Głód, który od lat prześladuje wszystkich, niezależnie od wieku.