W edukacyjnym gąszczu
Czasami wydaje mi się, że książek edukacyjnych i popularyzujących wiedzę jest więcej niż dzieci w tym kraju i oczywiście dotyczą wszystkiego. Wiadomo, są zwierzęta, jest przyroda, anatomia człowieka – standard. Jak grzyby po deszczu wyrastają książki wspierające rozwój mowy, elementarzy pojawiło się tyle, ile kolorów ma tęcza. Najgorsze jest to, że wydawcy gonią za tymi modami i drukują książki jedna za drugą, a różnią się one chyba tylko logotypem na okładce. Ile można mieć atlasów miast albo kosmosu? Szkoda, że ten zalew publikacji popularnonaukowych nie zalewa dzieci rzetelną wiedzą. Okazuje się niestety, że często książki na zagranicznych licencjach są źle








