Baśń wiecznie żywa

Wracają do nich filmowi twórcy, nauczyciele i artyści… My też, bez względu na wiek, lubimy czasem wyciągnąć z półki podniszczony tom Andersena czy braci Grimm. Nasze prababcie kochały magiczne przygody, a dziś domagają się ich także nasze dzieci. Co sprawia, że baśnie nie tracą na popularności?

Postanowiliśmy zadać kilka pytań ekspertowi – dr Weronice Kosteckiej z Zakładu Literatury Popularnej, Dziecięcej i Młodzieżowej Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Zapraszamy do lektury wywiadu, który rzuca nowe światło na rolę baśni w naszym życiu.

Skąd się wzięły baśnie?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, istnieje wiele hipotez. Może zrodziły się z mitologicznych opowieści, a może są od nich starsze? Może są pozostałością dawnych obrzędów inicjacyjnych? Dziś baśnie kojarzą nam się przede wszystkim z okresem dzieciństwa, ale warto sobie uświadomić, że zanim zawędrowały do pokoju dziecięcego, towarzyszyły przede wszystkim dorosłym. Etnolodzy, folkloryści, historycy literatury i kulturoznawcy dowodzą, że pierwotnym odbiorcą baśni był człowiek dorosły, który znajdował w niej odbicie swoich własnych tęsknot, marzeń, oczekiwań i lęków. Badacze zazwyczaj przyjmują więc, że tego typu opowieści ukształtowały się w kulturze ludowej, czyli oralnej. Bardzo możliwe, że zrodziły się po prostu z ludzkiej potrzeby zrozumienia świata: odkrycia prawideł, które nim rządzą (na przykład zjawisk przyrody), wyjaśnienia tego, co niezrozumiałe, a więc niepokojące, budzące strach. Z jednej strony Baśń od zawsze fascynowała i intrygowała, a z drugiej – pozwalała oswoić rzeczywistość.

Jak taka opowieść wpływa na rozwój dziecka?

Baśnie są w zasadzie pierwszym „kulturowym alfabetem” dziecka. Słuchane i czytane w dzieciństwie, pokazują rozmaite postawy wobec świata, wzory relacji między ludźmi, trudności, z którymi trzeba się zmierzyć, a nieraz także zmagania z samym sobą. Są także ważnym punktem odniesienia dla późniejszych doświadczeń lekturowych i nie tylko – powracają do nas, dorosłych, w nowych formach literackich, ale też komiksowych, filmowych, serialowych i tak dalej. Trzeba też powiedzieć, że co najmniej od trzech stuleci baśń, przybierająca literackie formy pod piórem rozmaitych autorów i autorek, służy jako „narzędzie” wychowawcze. Dwa z najbardziej oczywistych przykładów – Charles Perrault w swojej wersji Czerwonego Kapturka pouczał dorastające panienki, by nie dały się zwieść (a może wręcz uwieść?) pozornie przyjaznym nieznajomym, a bracia Grimm w swoim wariancie tej opowieści jasno instruowali najmłodszych, że nieposłuszeństwo wobec rodziców jest najgorszą dziecięcą zbrodnią, zasługującą na karę. Co jednak jest, jak sądzę, najistotniejsze w kontekście rozwoju dziecka, to to, co wymyka się naszym dorosłym, moralizatorskim i dydaktycznym inklinacjom i schematom: atmosfera tajemnicy, zagadki, niesamowitości, dziwne wydarzenia i postaci, najróżniejsze magiczne elementy, nadzwyczajne przygody i doświadczenia – baśń jest naturalnym dziecięcym środowiskiem.

Które baśnie są najbardziej popularne?

To, wbrew pozorom, bardzo podchwytliwe pytanie! Do kanonu baśni naszego kręgu kulturowego trzeba by zaliczyć takie opowieści – rozpowszechnione w niezliczonych i najrozmaitszych adaptacjach – jak np. o Kopciuszku, Czerwonym Kapturku, Śpiącej królewnie, Jasiu i Małgosi, Żabim księciu, Roszpunce, Jasiu i łodydze fasoli, Pięknej i Bestii, ale też spopularyzowane w Europie historie o Aladynie i magicznej lampie czy też Ali Babie i czterdziestu rozbójnikach. Do tej listy można by jeszcze dodać utwory Andersena – Królową śniegu, Księżniczkę na ziarnku grochu czy Małą syrenkę. Zauważmy jednak, że o ile bez namysłu możemy wymienić wiele takich kanonicznych baśni, o tyle dużo trudniej byłoby nam określić, co dokładnie ta „kanoniczność” oznacza: czy kierujemy się nazwiskami autorów, a może stopniem popularności danej wersji? Kanoniczny jest Kopciuszek Perraulta z przełomu XVII i XVIII wieku czy Kopciuszek Grimmów z XIX stulecia? A może Disneyowski wariant tej baśni z 1950 roku (oparty na wersji Perraultowskiej)? Co, jeżeli dziecięcy odbiorca po raz pierwszy w życiu styka się z kotem w butach, oglądając Shreka?

 

Nie ma czegoś takiego, jak pierwsza wersja Czerwonego Kapturka, nie istnieje „oryginał” Śnieżki, nie znajdziemy „prawdziwego” i lepszego od innych wariantu Śpiącej królewny. Najbardziej popularne są więc nie tyle poszczególne baśnie, ile baśniowe motywy, baśniowa topika: karoca z dyni (której próżno szukać w Grimmowskim Kopciuszku), pomoc udzielona Czerwonemu Kapturkowi i babci – wydobycie ich z wilczego brzucha (tego motywu nie znajdziemy z kolei u Perraulta), pocałunek, który zmienia żabę w księcia (motyw, który współcześnie zrobił popkulturową „karierę”, podczas gdy u Grimmów księżniczka z obrzydzeniem rzuca żabą o ścianę – i w ten sposób ohydny płaz na powrót staje się księciem), rywalizacja między Śnieżką a złą królową (motyw zmodyfikowany i na nowo spopularyzowany m.in. przez twórców filmów Mirror, Mirror, Snow White and the Huntsman oraz serialu Once Upon a Time). To bardzo ciekawy paradoks: z jednej strony, najchętniej wracamy do tych baśni, które, jak nam się wydaje, przekazują pewne uniwersalne idee i opisują zjawiska „stare jak świat”: rywalizację między ludźmi – nieraz tymi najbliższymi, krzywdę wyrządzaną słabszym przez silniejszych, naszą potrzebę „szczęśliwego zakończenia”, odnalezienia prawdziwej przyjaźni i miłości, ale też bogactwa i władzy, pokonania przeciwności losu i osiągnięcia sukcesu. Z drugiej strony – zwłaszcza w ostatnich kilku dekadach – wykorzystujemy baśniowe opowieści, by polemizować z kulturowymi schematami i wzorcami, i robimy to, czyniąc z baśni „tworzywo” rozmaitych tekstów kultury popularnej.

Jak baśń funkcjonuje dzisiaj w kulturze popularnej i masowej?

Baśniowe motywy, typy postaci i wzorce fabularne, które dobrze znamy dzisiaj w naszym (zachodnim) kręgu kulturowym, kształtowały się dawno temu, gdy rozkwitała wczesna cywilizacja europejska. Baśnie służyły wtedy przede wszystkim rozrywce – w królewskim pałacu i w skromnym domu, na placu publicznym, w karczmie, miejscu pracy i tak dalej. Później na długo zostały zamknięte w pokoju dziecięcym. Dzisiaj baśń wyraźnie przypomina o swoich związkach z kulturą popularną i znakomicie sobie radzi w kulturze masowej. Czerwony Kapturek i wilk, Śnieżka i jej okrutna macocha, Kopciuszek, Jaś i Małgosia, Roszpunka, Piękna i Bestia – w nowych, nieraz zaskakujących wcieleniach, powracają jako bohaterowie współczesnych utworów literackich, filmów animowanych i aktorskich, seriali, musicali, fotografii czy gier komputerowych; tekstów kultury przeznaczonych bynajmniej nie tylko dla dzieci. Te nowe baśniowe opowieści – czasem podane na wesoło, czasem bardzo serio – wielokrotnie proponują wyraźnie odbiegające od ujęć tradycyjnych modele kobiecości, męskości, dziecięcości, młodości i starości, wzorce relacji między ludźmi, priorytety życiowe, cele, jakie przed sobą stawiamy, i sposoby ich osiągnięcia. Twórcy takich nowych – choć przecież odwołujących się do tradycyjnych – baśni czasem stawiają po prostu na rozrywkę, zwariowaną żonglerkę motywami, humor, komizm. Niejednokrotnie łączą baśń z konwencją kryminału, horroru, thrillera – co zresztą jest zgodne z pierwotną poetyką baśni. Bywa, że zapraszają odbiorców do poważnej dyskusji nad utrwalonymi normami społecznymi i próbują rozbić nasze schematy myślenia. Baśń zawsze mówi o czasach, w których się zrodziła, i o ludziach, którzy ją opowiadają. Tak było, tak jest i tak zawsze będzie.

Dlaczego tak lubimy wracać do baśniowych motywów?

Można by powiedzieć, że z tego samego powodu, dla którego lubimy te piosenki, które już znamy. Baśniowe toposy zna każdy odbiorca zaznajomiony z podstawami własnej kultury, w tym – literatury. To dlatego współcześni twórcy tak często trawestują właśnie baśniowe motywy – mają pewność, że czytelnik czy widz natychmiast te odniesienia i mrugnięcia okiem rozpozna, a dzięki temu będzie czerpał przyjemność i satysfakcję z czytanej książki czy oglądanego filmu. Dziecko zrozumie żart, kpinę, zauważy komiczną niezgodność z klasyczną wersją, którą prawdopodobnie poznało już wcześniej. Dorosły, dodatkowo, przyjmie zaproszenie do dyskusji nad istotnym, w sensie społecznym i kulturowym, problemem. Świadomy odbiór takiej czy innej baśniowej wariacji nie wymaga przynależności do elity czytelniczej – dzieła tego typu są, powiedziałabym, „demokratyczne”, powszechnie przystępne. To nasz wspólny kulturowy alfabet, coś, co nas łączy, wywołując poczucie identyfikacji z naszą wspólnotą kulturową.

 

Czy jest jakaś baśń, którą szczególnie ciepło wspominasz ze swojego dzieciństwa? A może znasz taką, która nie należy do pierwszej dziesiątki tych najbardziej popularnych, a warto się nią podzielić? Napisz o tym na naszym Facebooku.

 

Święto książki w Krakowie
Obraz zamiast słów